Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2011

Doniu vs. Chada, czyli beef po polsku.


  
   Czym jest beef? Wielu próbowało odpowiedzieć na to pytanie. Notorious BIG na przykład uważał, że w beefie nie ma miejsca na sentymenty. Nie możesz liczyć na to, że ktoś ci odpuści. Raczej adwersarz może spodziewać się, że jego dziecko zostanie, cytuję „porwane, wyruchane w dupę i zrzucone z mostu”.  Największy wróg Notoriousa, Tupac bez żenady rapował, żeby Biggie lepiej przestał strugać wielkiego gracza, bo on sam rżnął jego żonę. Wydawałoby się, wielce dystyngowany i zawsze elegancki Jay-Z dissując Nasa, rapował, że gdy robił to z jego niewierną narzeczoną w jej samochodzie, to po wszystkim wrzucał zużyte kondomy do fotelika dla dziecka Nasa.

   Jednak za tymi wszystkimi pogróżkami, szpilkami wbijanymi w serce, bluzgami i insynuacjami, szły umiejętności wokalne, pokłady charyzmy, trafne linijki i technika. Oczywiście dla jednych raperów beef zawsze był sprawą uliczną, dla innych bardziej liryczną. Przecież często beef w karierze rapera oznacza progres. Kiedy Jay-Z  wypuścił Takeover, na ulicach Nowego Jorku wszyscy byli zgodni – Jay-Z zmiażdżył Mobb Deep i Nasa, którego spektakularna kariera wydawała się wówczas dogorywać. I gdy na reprezentancie QB postawiono już krzyżyk, ten wstrząsnął rapowym światkiem, wypuszczając w odpowiedzi Ether, który do dziś przoduje w rankingach  „najbardziej bolesnych dissów” w historii. Beef był dla Nasa motorem napędowym, pomógł mu się zmotywować i wrócić do formy znanej z kultowego Illmatica.
Czy w Polsce jest podobnie? Patrząc wstecz można się o to spierać. Niektórzy raperzy faktycznie czynili progres, przy czym zaskakiwali słuchaczy swoimi bitewnymi umiejętnościami. Tak było na przykład z Mezo, który mimo iż moim zdaniem, ostatecznie przegrał, udowodnił że nie jest tylko jednowymiarowym słodziakiem, rymującym o aniołach. Są też tacy, którzy wydawaliby się predestynowani do beefu, a jak przychodzi co do czego, z wielkiej chmury ledwie kapnie kilka kropel.  

   Jest też Doniu i Chada i ich aktualny spór. Nie chcę już wracać do tego, jak to się zaczęło, kto tu jest prowodyrem, kto katem, kto ofiarą. Pisałem zresztą o tym pod koniec wakacji - http://strefa-rapu.blogspot.com/2011/08/doniu-dissuje-chade-i-tedego.html. Od tamtego czasu trochę się wydarzyło. Chada, ulicznik z kryminalną przeszłością, zapowiedział, że nie odpuści i wyda „Sześciogwiazdkowego skurwiela”. Gdy kawałek się ostatecznie ukazał, słuchacze łapali się za głowę. Nie dość, że Chada nagrał tylko jedną zwrotkę, to jeszcze musiał się podeprzeć raperskimi umiejętnościami Hi-Fi Bandy, by powstał pełnometrażowy kawałek.  Doprawdy trudno dociec, jakie motywacje przyświecały Dioxowi i Hadesowi, gdy godzili się na udział w tym przedsięwzięciu. I choć ich zwrotki starają się być w tym wszystkim neutralne, to jednak w tym kontekście nigdy tak odebrane nie będą. I być nie mogą. Po prostu jest niepisana zasada, że nie wpierdala się raperom między wódkę i zakąskę. I na niewiele tu się zdadzą pokrętne, acz obfite tłumaczenia Dioxa na facebooku. Sprawa jest jasna, jak to nie twój beef, to zostaw go zainteresowanym. Można wesprzeć przyjaciela dobrym słowem w wywiadzie, można propsować go ze sceny na koncertach, ale wesprzeć go zwrotkami w nieswoim beefie? To jak przyznanie się do słabości. To wielki znak dla słuchacza pod tytułem „Ja, Chada potrzebuję raperskiej pomocy, a my HiFi Banda, potrzebujemy trochę rozgłosu”.

   Żeby było weselej, tekst Chady epatuje uliczną prawilnością, napinką na git człowieka, z którym nie warto zadzierać. Wszystko to rozmywa się w dość abstrakcyjnym rapie dla rapu. Mało tu argumentów, mało ciętych i trafnych wersów, za to dużo napinki i ulicznego patosu.

   Nie mijają dwa dni i o to Chada doczekał się odpowiedzi. Doniu, wyluzowany, na kozackim bicie już w pierwszym wersie nazywa Chadę cwelem, co właściwie brzmi jak rechot w twarz. Oto bowiem Doniu, kolega Michała Wiśniewskiego, ostoja hip-hopolo, autor najbardziej popularnego wersu w polskim hip-hopie (Robić lubi loda/zna się na samochodach) pokazuje, że nie boi się groźnych min Chady i śmieszą go jego kryminalne napinki. Jedzie na luzie, z pewnością siebie, momentami z jajem. I choć kawałek jeśli chodzi o rymy, pancze, technikę też jest żenująco słaby, to jednak wygrywa. Wygrywa tym, że wyśmiewa tą patetyczną, gangsterską stylistykę Chady z przygrywającym smutnym pianinkiem. Co więcej ma argumenty, wypomina rywalowi konflikt z własną rodziną, słynna eks-narzeczoną itd. Żeby było śmieszniej, Doniu tekstowo upodabnia się do rywala: jechanie od cweli, jechanie po starych itd. Czyli to co zaprezentował Chada, tylko przedstawione z dużo większym natężeniem. Pełno tu bluzgów, wyzwisk, tekstów o „pizganiu pały” i mało dobrych rymów.  Różnica jest taka, że Chada brzmi jak smutny pan z taniego filmu gangsterskiego, a Doniu jak przaśny, małomiasteczkowy gangster, który pokazuje, że smutnego pana Chady się nie boi. I tym właśnie wygrywa.

   Sam Doniu zresztą za wiele w tym beefie do stracenia nie miał. Hardkorowi ulicznicy z pobliskich gimnazjów już dawno postawili na nim krzyżyk. Właściwie trudno dociec jaka jest grupa docelowa dzisiejszych słuchaczy Donia. Większość jednak jest zgodna - nawet jak Donia nie lubisz i nie słuchasz, to trzeba mu przyznać, że dość zwinnie utarł nosa swojemu wiecznie napiętemu koledze po fachu. Co więcej Chada jest teraz w bardzo niezręcznej sytuacji – jego imidż, na zarzuty o pizganiu gał i bycie cwelem, nakazuje jedną odpowiedź – ostry wpierdol. Życie jednak tym różni się od tekstów naszych kochanych raperów, że jest osadzone w rzeczywistości. I tutaj przed Chadą zaczynają się schody, bo plastikowa klamka nie przemieni się nagle w rzeczony smith & wesson. Zresztą Warszawiak nawarzył tego piwa, więc sam powinien je spić. Diox dla przykładu, już na facebooku oświadczył, że choć pomógł w warzeniu, to pić tego nie zamierza. To tylko pogłębia poziom żenady. Wziąć udział w nieswoim beefie, a po odpowiedzi wycofać się rakiem, tłumacząc że słuchacze nie rozumieją. Chada zresztą też udowodnił, że ostatnio lepiej wychodzą mu oświadczenia na Facebooku niż rapowe zwrotki. Oczywiście raperzy swoje facebookowe tłumaczenia, zawsze okraszają stwierdzeniem, że facebook to nie jest miejsca na tego typu rzeczy, i oni tak w ogóle to na facebooku nie siedzą. Nie inaczej jest w tym wypadku. Chada tłumaczy się gęsto, ale zapowiada, że ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Poczekamy zatem (oby nie kolejne dwa miesiące).

Oba kawałki do przesłuchania:



vs.



czwartek, 29 września 2011

Paluch dissuje Fokusa i Tedego! Wojna!



Wieść gminna doniosła, że Paluch zdissował w jednym kawałku Tedego i Fokusa. O kurwa! - pomyślałem - teraz się zacznie! Będzie wojna! Szykuje się beef nad beefy, I Wojna Rapowa! Raperzy wytoczą najcięższe działa! Z zakamarków swoich bystrych i przenikliwych umysłów wyszperają najbardziej cięte i ostre pancze! Teraz to będzie!

Po chwili jednak dopadła mnie konsternacja... - Zaraz, zaraz... kim do chuja w ogóle jest ten Paluch? Poszukałem więc na youtube, a pomogli mi w tym pewni panowie:


No cóż... było blisko, ale to jednak nie on. Nagłowiłem się nie lada, jakby go tu namierzyć. Po długiej, upornej burzy mózgów nagle EUREKA! Na pewno jest w wikipedii, wpisuję zatem paluch i voilà! Jest!

                                                 Paluch

Dostojna, dobrze zbudowana sylwetka sugerowała, że to pewnie reprezentant tzw. ulicznego nurtu. Ale to chyba jakiś jego kolega, bo tu jest ich pięciu, stojących ramię w ramię jak przystało na ulicznych braci (braci się nie traci!), a ten nasz Paluch podobno jest solistą.

Znów wracam na youtube i idąc ustalonym tropem, wpisuję 'paluch uliczny rap'. Jest Firma, jest Roman Bosski. Jest i Paluch! No strzał w dziesiątkę! Ulicznik z krwi i kości! Łysy, jak jego kolega z wikipedii, rapuje: "kto jest sobą a która kurwa udaje... wczuj się kurwa w rolę... ludziom nie ufaj ... tych prawdziwych jest niewielu". Paluch zapewnia słuchaczy, że komu nie podać ręki teraz to wieeeeeee. Gratulujemy, Paluchu! W końcu mocny uliczny przekaz, podany w niebanalny metaforyczny sposób! A jaka oryginalna tematyka!

No dobra, ustaliliśmy kim jest Paluch i czego udało mu się już w życiu dowiedzieć. Pora więc znaleźć diss tegoż jegomościa na Tedego i Fokusa. Znajduję zatem kawałek "Wiarygodność". Zaczyna się bit, przypominają się czasy, gdy starsza siostra dostała na pierwszą komunię, najnowszej generacji Commodore 64. Podkłady w gierkach brzmiały podobnie. No ale nic, jak wiadomo siła ulicznego rapu tkwi nie w melodyjkach, a w przekazie!  Paluch nawija "forte", to znaczy, że jak przystało na ulicznego rapera, drze się gardłowo, usiłując uzyskać jak najniższy i najgroźniejszy głos. Brzmi to jak zwykle w takich przypadkach, ale pozytyw jest taki, że tak rapującym raperom dość szybko pada gardło.

Wsłuchuję się w treść: "kurwy zaganiają... sapie zaganiara ... - i z grubej rury - WIARYGOOOOODNOOOOŚĆ". Na plecy aż ciary spadły pod wpływem ostrego, PRAWDZIWEGO przekazu! Cofnąłem, by wsłuchać się w dissujące linijki. Pojedyńcze co prawda, ale w końcu jak się ma taką siłę przekazu, to rywale i tak się nie podniosą. Właściwie obaj dostali K.O. w jednej linijce:

"Nagrywają z Dodą, grają psa w serialach/to jakby swoim fanom jechali po matkach/gardzę takim szajsem, wypowiadam walkę/w ryju już ci zaschło jakbyś wódę zagryzł talkiem"

Dalej jest o zaganiarach i wiarygodności. Paluch ją ma, tamci jej nie mają itd. 

Wszyscy głowimy się co zrobi Tede i Fokus, żeby pokonać tak utalentowanego, niesztampowego, nie bójmy się użyć tego słowa, artystę. Będą musieli połączyć siły, najlepiej zaprosić jeszcze do pomocy Rahima i NumerRaza. No ale Numer ma rodzinę - pewnie mało czasu ostatnio. Fokus nagrał z Dodą - pewnie jej nastoletnie fanki nie dają mu żyć. Tede - gra psa w serialu, jako pies nie będzie odpowiadał, żeby niepotrzebnie nie urazić ulicznika Palucha. Może Rahim? Właściwie nie wiem co robi Rahim. Ale, ze stratą dla bitewnego rapu, chyba ma inne sprawy na głowie.

Zatem... Wygrałeś Paluch walkowerem, gratulujemy.

 Kawałek do posłuchania: 

                                 

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Doniu dissuje Chadę i Tedego.


     Żeby zrozumieć dobrze sens zaczepek Donia, trzeba cofnąć się w czasie o jakieś 10 lat. W 2001, kiedy większość dzisiejszych fanów polskiego rapu nosiła do przedszkola worek z  kapciami, Doniu wraz ze swoim składem Ascetoholix, wydawał swój pierwszy legal. Chłopaki mieli poparcie Wielkopolski i, mimo że pochodzą z niewielkiej mieściny, zdobywali uznanie w kraju nad Wisłą. Doniu z Ascetoholix pojawił się na ścieżce dźwiękowej do Blokersów, wystąpił gościnnie na płycie Peji "Na legalu" w dwóch utworach. Potem robił mu także bity.

     Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że Doniu z młodego wilka polskiego rapu, przeistoczy się w jeden z wielu znienawidzonych symboli hip-hopolo. W 2003 pojawił się drugi album Ascetoholix "Apogeum". Wśród gości na płycie nie zabrakło tak uznanych, i cieszących się szacunkiem ulicy, graczy jak Pono i Fu. Światło dzienne ujrzał też utwór "Suczki", który stał się singlem i do dziś pozostaje wizytówką zespołu. Słuchacze rapu nie od razu byli nieprzychylni - lekko prześmiewczy, ironizujący tekst, chwytliwy refren, ciekawy koncept i przebojowość było czymś świeżym w polskim rapie i wbrew pozorom, zaraz po publikacji, "Suczki" zyskiwały zwolenników. Problem pojawił się wtedy, gdy rzesza zwolenników okazała się tak duża, że dawno wykroczyła poza ramy hip-hopu. "Suczek" słuchali wszyscy - matki z dziećmi, rolnicy i ich potomkowie w remizach, fani techno, fani disco-polo itd. 

     Nic dziwnego, że hermetyczne środowisko hip-hopu postanowiło wypiąć się na tę przaśną popularność. Na domiar złego, Ascetoholix reprezentowali wytwórnię UMC, dla której wydawali też Mezo, Verba, Owal/Emcedwa. Za komercyjnym sukcesem wytwórni, przyszła niechęć słuchaczy. Do dziś UMC pozostaje symbolem i głównym źródłem nurtu nazwanego potem hip-hopolo. Oczywiście nie była to  niesprawiedliwa ocena  - zarówno Mezo, Ascetoholix czy Owal przejawiali ciągoty do tworzenia niebezpiecznie melodyjnych, opartych na ckliwych pianinkach, przebojów radiowych. Niektóre z nich budziły uzasadniony niesmak. Mówiąc bez ogródek, były uosobieniem kiczu ("tylko ja i moja przestrzeeeeeeeeeeeeeń"!) Nie usprawiedliwia to jednak fali nienawiści jaka spłynęła na nich ze strony kolegów po fachu. Tzw. prawdziwi raperzy, nie dość, że pod wpływem publiki odwrócili się od reprezentantów UMC, to zaczęli ich zaczepiać w swoich tekstach. Pojawiło się powszechnie raperskie zjawisko pod tytułem "nie wiesz o czym pisać? - zdissuj hip-hopolo". Zapewniało to promocję i poklask truskulowców.

     Minęły jednak lata, i okazało się, że każdy z wówczas dissujących ma coś za uszami. Fokus, który zaczepiał Ascetoholix, nie odpowiadając zresztą na ich diss, nagrywa z Dodą. Pezet, po wieloletnim przepoczwarzaniu się z truskulowca w ulicznika, z ulicznika w dirrty-southowego baunsiarza, z baunsiarza w emo-rapera, ostatecznie robi płytę z Sidneyem Polakiem. A Tede, który nie raz słał prztyczki w stronę Donia, po beefie z Peją sam stał się kozłem ofiarnym i symbolem irracjonalnej nienawiści, generowanej modą. 

     I o ile w roku 2005 dissowanie hip-hopolo było bardzo trendy i w dobrym tonie, o tyle gdy pojawia się dzisiaj, budzi niesmak. Widać nie wiedział o tym Chada, który zaczepił Donia w "A pamiętasz jak" wersem "Doniu w sumie jak dziś, wtedy także był nikim". Ostre pociski leciały i lecą w stronę rapera z Obornik Wielkopolskich także na koncertach Chady. Doniu jednak nie podkulił ogona, nie przestraszył się kryminalnej przeszłości i ulicznego, twardego wizerunku Chady, sugerując zresztą, że to pic na wodę, czego symbolem są plastikowe klamki. Odpowiedział z pewnością siebie, dedykując reprezentantowi Warszawy całą zwrotkę i zrobił to w, pomijając vocoderowy refren, dobrym stylu. Punktuje celnie, odważnie i z szyderą. Posłuchajcie:

        
      Stawia to Chadę w dość niewygodnej sytuacji. Albo musi stanąć do beefu, jak przystało na prawdziwego rapera i walczyć z reprezentantem hip-hopolo, nie będąc zresztą (moim skromnym zdaniem) faworytem tego starcia, albo nie odpowiadać i olać sprawę. Wtedy jednak będzie prawdopodobnie zasłaniał się niechęcią do walki z disco-polowcem i wyjdzie na gołosłownego rapera, który boi się potyczki. Nie będzie to rozsądny argument, zwłaszcza, że Chada dissował byłą dziewczynę.
      Myślę jednak, że warszawiak podejmie rzuconą rękawicę. Skoro można walczyć z kobietą, to chyba można i z disco-polowcem.

      Drugim sprecyzowanym, bo wymienionym z ksywki, obiektem zaczepki jest Tede. Doniu jedzie: 
Nie piszę gniotów jak Tedunio i Natalia Lesz
nagrasz coś na siłę treść odparowuje, wiesz?
mieć to coś, nie jak gość na cudzej stypie
pić z nimi wódkę, ale odpierdalać lipę

      Tede niejednokrotnie zaczepiał Donia, wyśmiewał go np. w Bezelach, dissował lub szydził na mixtape'ach i oficjalnych wydawnictwach. Swoje zaczepki komentował, mówiąc, że Doniu jest fajnym człowiekiem, że nieraz z nim imprezował, ale jego muzyka to gówno. Doniu odpowiedział po latach, celując w utwór z Natalią Lesz. Utwór ten, wbrew opinii Donia, ma treść i choć Tedemu można śmiało zarzucać mentalność Kalego, to tutaj Doniu mógł uderzyć celniej, bo Tede pozostając dobrym raperem, ostatnio jest królem strzelców w samobójach.
      Nie ulega wątpliwości, że prowokujący i zaczepny utwór Donia to element promocji, jego najnowszej płyty "Dialogimuzyka". Niczym nowym jest promować płytę dissem. Robili to między innymi, Jay-Z, 50 Cent czy, żeby nie sięgać daleko, Tede czy Onar. Trudno mieć zatem pretensję, że robi to Doniu, zwłaszcza, że to nie on, pozostaje prowodyrem.
      Czy Chada odpowie? Czy odpowie Tede, czy w swoim stylu ograniczy się do szyderczej zaczepki w wywiadzie? Przekonamy się z czasem.


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Powstanie Warszawskie w oczach polskich raperów.

                                             
    Dziś mija 67. rocznica Powstania Warszawskiego. To wydarzenie, niezależnie od samej oceny jego słuszności, czy politycznych preferencji, powinno być pamiętane przez każdego Polaka. Nic nie uczyni nas bardziej świadomymi własnej tożsamości niż uświadomienie sobie naszej historii.
    Z podobnego założenia wydają się wychodzić rodzimi twórcy hip-hopu. Powstało co najmniej kilka utworów,  będących swojego rodzaju hołdem dla walczących tam, przeważnie młodych, Polaków. Jedynym wyjątkiem potwierdzającym regułę, jest Ten Typ Mes i jego nieco kontestatorskie spojrzenie na to historyczne wydarzenie. Na najnowszej płycie w kawałku "Zamknięcie" wyraźnie daje do zrozumienia, że ten zryw narodowy był bezsensem:
                                               "Sorry, mam odwagę i własne zdanie
                                     i już nie zachwycam się przegranym powstaniem.
                                            Sto pięćdziesiąt tysięcy, kto ich zastąpił?
                                     im dłużej o tym myślę, tym bardziej w sens wątpię."

    Być może jego ocena tego wydarzenia jest słuszna, nie zmienia to jednak faktu, że łatwo szafować takimi opiniami po prawie siedemdziesięciu latach. Powstańcy nie mieli możliwości oglądu sytuacji z perspektywy Mesa, który z książek historycznych doskonale zna skutki tego wydarzenia i przyczyny kapitulacji Polaków.
    Większość polskich raperów woli skupić się jednak na oddaniu hołdu i upamiętnieniu, tego bohaterskiego, choć być może beznadziejnego, czynu. I to właśnie na tych twórców chciałbym zwrócić waszą uwagę. 

    Pierwszy z utworów to, powstała z inicjatywy Sokoła i Kapeli Czerniakowskiej, nowa interpretacja popularnej pieśni wojennej "Pierwszy sierpnia - dzień krwawy". Sokół nie rapuje tu przygotowanego przez siebie tekstu, a tekst oryginalny, w związku z czym głupotą i niestosownością byłoby ocenianie techniki, flow i innych aspektów, na które zwykli zwracać uwagę hip-hopowcy. Piosenka, bo tak ten numer trzeba chyba nazwać, przesiąknięta jest tym warszawskim, przedwojennym sznytem za sprawą przygrywek i wokali Kapeli (Kapely!) Czerniakowskiej. Sokół swym mocnym basowym głosem reprezentuje "nasze" pokolenie - młodych ludzi, którzy wierzą, że warto pamiętać. Na uwagę zasługuje także teledysk, stworzony zresztą z inicjatywy "godnego" mecenatu - IPN i Muzeum Powstania Warszawskiego. To dobrze, że tego typu instytucje otwierają się na młodzieżowe nurty muzyczne i potrafią im zaufać. 

                                                
    Kolejny track reprezentuje już mocno uliczny odłam hip-hopu. Hemp Gru i ich "63 dni chwały". Mimo, iż nie jestem wielkim fanem chłopaków z Hemp Gru, to muszę przyznać, że tutaj spisali się znakomicie. Melodyjny, nieco rzewny, refren przeplatany chropowatymi głosami raperów, uzupełnionymi o końcowy wokal wojskowej orkiestry tworzą wywołującą dreszcze atmosferę. Udane połączenie przeszłości z teraźniejszością przeniesione został również na wizję. Teledysk utworu został stworzony na potrzebę filmu "Sierpniowe Niebo".

                                           
      Trzeci kawałek to "Patriota" Zipery. Muszę przyznać, że jest to mój ulubiony utwór tej ekipy. Waco wysmażył chłopakom bardzo dobry, oparty o sample, klasyczny bit. Nie można powiedzieć, że jest to typowy kawałek o Powstaniu Warszawskim, ponieważ dotyczy patriotyzmu ogólnie. Jednakże chwytający za serce refren oddaje całą istotę powstańczych zrywów Polaków. Stanowi jednocześnie upamiętnienie martyrologicznej przeszłości narodu, jak i motywację dla młodszych pokoleń. 

                                          
      Ostatni z prezentowanych tu kawałków jest zdecydowanie moim ulubionym z dotyczących tej sfery, jak i jednym z ulubionych tego rapera w ogóle. Oczywiście mowa tu o tym, którego nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć, czyli Eldo. w Jego twórczości nieraz wybrzmiewały patriotyczne tony, skupione na Polsce, a przede wszystkim Warszawie. Mógłbym tu umieścić nawiązujący do twórczości Republiki utwór "Nie pytaj o nią" lub pochodzące z tej samej płyty "Ulice przeklęte". Jednakże chciałbym zaprezentować kawałek, który w podobnych zestawieniach jest raczej pomijany. Mowa tu o pochodzącym z chyba najbardziej lirycznej płyty Leszka (Człowiek, który chciał ukraść alfabet) kawałku "Świadek z przypadku". W tym utworze Eldo opisuje dzisiejszą Warszawę obserwowaną z perspektywy starego Warszawiaka, walczącego w Powstaniu. Człowieka, który był Warszawą, a Warszawa była nim. Progresywny, trzymający w napięciu bit wzmacnia niezapomniany klimat tego niezwykle głębokiego, pełnego liryzmu i wzruszającego tracku. Trudno mówić, że jest to kawałek poświęcony Powstaniu Warszawskiemu, bo przewijają się w nim także ogólne, filozoficzne wątki. Zawsze jednak kiedy myślę o muzyce w jakiś sposób składającej hołd Powstańcom, pierwsze co mi przychodzi na myśl to właśnie ten utwór.